niedziela, 11 grudnia 2011

20. Urodzinki

Wczoraj o 09:00 stuknęły mi kolejne urodzinki :-)
Pierwszy z laurka był Dawid, a potem pojawiały się kolejne prezenty :-)
Potem prezencik od siostry - nie wiem czy prezent dla mnie czy dla moich lalek ;-)

Na koniec 31-letnia kuzynka urwała głowę turkusowowłosej lalce :-(

czwartek, 29 września 2011

środa, 10 sierpnia 2011

18. Niespodziewajka

Odebrałam kilka dni temu z poczty niespodziewajkową przesyłkę od kuzynki z Warszawy,
Od fleur

a w niej...
Od fleur

cudna dziewczyna rocznik 1986
Od fleur

Od fleur

z ubrankami, które wyszły spod łapek mojej kuzynki (wpadłam właśnie przez nią w kompleksy krawieckie :-( )
Od fleur

Od fleur

Od fleur

Wiedziałam, że kuzynka Fleur posiada (że jej się pudełko zachowało :-D), ale nie sądziłam, że laleczka sama wybierze się do mnie w podróż bez biletu powrotnego :-) Kiedy Asia ją odnalazła, myślałam, że zostanie dawcą ciałka dla mojej biedulki, ale jak ją zobaczyłam - zostanie taka jaka jest (czeka ją tylko reroot - widać, że kłaczki zostawia dookoła).
Od fleur

Mirka nie byłaby sobą, gdyby nie rzuciła się na to co nie jej - BUTY. Prawie wszystkie oprócz 2 par pasują jak ulał ;-)
Od fleur

Od momoko miracle

sobota, 30 lipca 2011

17. Momoki

A teraz moje zdjęcia Momoko Twilight Fiance, którą wreszcie wyjęłam z pudełka :-)
Od momoko audrey

Od momoko audrey

Od momoko audrey

Od momoko audrey

Od momoko audrey

Mirka (Miracle Party Girl) chyba nie byłaby sobą, gdyby nie ściągnęła ciuszków z Audrey (chyba dlatego, że przybyła do mnie naga ;-)).
Od momoko audrey

Od momoko audrey

Od momoko audrey


Mirka została w ciuszkach Audrey, a biedna siostrzyczka musiała zadowolić się sukienką Barbie. Dziewczęta naprzymierzały się różniastych butów - efekt? na Momośki weszły różowe Basic'owe czółenka, jakieś białe klapeczki, i jakieś inne białe trampeczki. Najbliższa garderoba raczej będzie w niewielu kolorach, raczej takich pasujących pod butki ;-)
Od momośki

czwartek, 21 lipca 2011

16. Wyrostek a nowe lalki

Tiaaaa.... to się napracowałam i w Chatce i w restauracji :-(

5 lipca (wtorek) wylądowałam na izbie przyjęć - myślałam, że tylko wątróbka trochę bardziej mnie boli niż zwykle a żołądeczek ot tak dla zasady odmawia wlewania w niego wody czy herbaty - na Izbie byłam przed 10tą. Po 11ej zjawił się lekarz, zlecił badanie krwi i usg brzuszka. Na usg czekałam ponad dwie godziny pod gabinetem, wyszłam z niego ok 14:30 coby się dowiedzieć, że na nim nic nie widać a lekarz będzie ok 16, bo operuje. Sobie wyszłam z Izby, zrobiłam kółeczko uliczkami, kefirek żurawinowy sobie kupiłam, bo ostatni posiłek to był obiad w niedzielę i wróciłam jakieś 15:15 na izbę (po drodze zdążyłam wypić pół tego kefirka), gdzie kolejny lekarz mi brzuszek ponaciskał i powiedział, że nic nie wolno mi już jeść a na 20tą mam wrócić zrobić ponownie badanie krwi i jeśli wyniki będą gorsze to na stół. Zanim na tą 20tą poszłam do szpitala mama zdążyła mnie spakować, gdyby kazali mi zostać. Przyszłam o tej 20tej, znowu utoczyli krwi i znowu kolejni lekarze mi brzuszek wygnietli i stwierdzili, że to wyrostek i że rano zoperują. Po 22giej byłam na oddziale - od razu na pooperacyjny, bo nigdzie więcej miejsca nie było. Zrobiły mi ekg, przytuliłam głowę do poduszki i nagle słyszę - przebrać i przygotować do operacji. W ostatniej chwili zdążyłam smsa do domu wysłać, że jadę na salę. Próbowałam przy podpisywaniu zgody na operację wynegocjować liposukcję, ale odmówili, bo NFZ nie refunduje :-( I lekarz i anestezjolog poinformowali mnie co będą mi robić i ledwo założyli mi maseczkę - film mi się urwał. Zdążyłam tylko zobaczyć na ekranie rekordowe dla mnie ciśnienie 170/80. Kolejne ocknięcie, gdy mnie wybudzali i... potem obudziłam się rano z wielkim opatrunkiem i dłuuuuugim cięciem. W piątek mnie wypisali, po powrocie do domu 39-40stopni, w sobotę to samo, ale jak ropa z krwią zaczęła tryskać przesz szwy, zadzwoniliśmy po pogotowie, i pan ratownik, gdy mnie przywieźli na izb powiedział tylko "moi drodzy spiep...cie sprawę" - efekt był taki, że rozpruto ponad połowę szwów, otwarto mi brzuszek, poczyszczono, zaopatrunkowano i kazano przyjeżdżać na opatrunki. Na izbie ok, ale w poniedziałek w przychodni musiałam już zrobić awanturę i zapytać, czy mam szukać innego szpitala, skoro odmawiają mi przyjęcia - efekt jest taki, że chirurg z przychodni traktuje mnie teraz tak jakbym byłam z porcelany ;-) Ech... ale jakby nie było od 9tego chodzę z otwartym brzuszkiem - wizyta co 3 dni więc przykazano mi, że sama muszę sobie opatrunki na moim otwartym brzuszku robić. W poniedziałek pojechałam znowu na izbę, zamiast chirurga była rezydentka w czasie specjalizacji, poinformowałam ją, że nadal mam gorączkę, brzuszek boli, siedzieć normalnie nie mogę, zasiałam w niej niepewność czy ropa i stan zapalny mogłyby uszkodzić mięśnie? i Pani szybko zabrała mnie na usg (bez kolejki) - wynik taki, że głębiej w brzuszku sobie jakiś zbiorniczek ropny siedzi i na razie jest za mały by brzuszek otworzyć i go nakłuć. Wreszcie doczekałam się antybiotyku i pyralginy i jeszcze czegoś przeciwzapalnego z czego musiałam zrezygnować po pierwszej kapsułce, bo połowę skutków ubocznych miałam, a i tak okazało się, że na mnie nie działał. Ropa nadal się leje, gorączka spadła do 37. Udało mi się wreszcie usiąść coby cokolwiek naklikać, bo póki co to tylko byłam w stanie myszką trochę poruszać. Z łózka czy fotela nie jestem w stanie sama się podnieść. Sypiam i czas spędzam na sofie, której na szczęście nie dałyśmy tacie wyrzucić - jedyny mebel, z którego z pewnymi trudnościami jestem w stanie się podnieść. Pozycja do spania - kręgosłup już chyba mi się w paragraf powykrzywiał :-( Wczoraj udało mi się szydełko wziąć do łapki i nawet kilka rządków zrobić. Dobrze, że na mini zlocie wzbogaciłam się tymczasowo od Sity o kilka Pratchettów, bo chyba by mnie całkowicie pokręciło, gdyż poza czytaniem w przerwach między skokami temperatury na nic innego siły nie miałam. Obecnie jeszcze się wykłócam o konieczność założenia z powrotem szwów - bo pani rezydentka wymyśliła, że rana sama się zabliźni :13:

Pocieszeniem dla mnie w czasie pobytu w szpitalu była informacja od Bartka, ze dotarł mój Pullip (ciesz oczy i łapki póki możesz ;-) ) i... następnego dnia po operacji mama allegrowej noelli przyniosła mi do sali... Momoko Twilight Fiance :-)

(zdjęcie: noella)
laleczka zrobiła nieodparte wrażenie na współlokatorkach mojej sali szpitalnej szczególnie, że średnia wieku na oddziale to 74 lata :-D

Ych... ta boląca dziura to masakra, ten krótki pościk pisałam na trzy raty i... muszę poszukać dogodnej pozycji, bo mam wrażenie jakby wnętrzności koniecznie chciały przecisnąć się przez te dziurę. I jeszcze kot, który podejrzanie się patrzy na mnie, gdy mama zmienia mi opatrunki.... on chyba ma ochotę dobrać się do mojego brzuszka :-(

poniedziałek, 27 czerwca 2011

15. Wyprzedaż

No to poszło...
Poszły sobie w świat dwie lalki :-( Jednej to nawet trochę żałuję, ale tylko ze względu na jej włosy ;-p Jakoś nie mogłam się zebrać, żeby wyszydełkować jej hawajską spódniczkę z trawy. nawet obiecałam sobie, że jak nikt nie kupi to zostanie i... i nie mam lalki :-( Na pożegnanie zapozowały wspólnie do pamiątkowego zdjęcia dla mnie - jeszcze zdążyły zapyszczyć, że nagie nie pojadą i kazały się w kostiumy kąpielowe przebrać swołocze jedne ;-P
Od bye bye


I kilka drobnych ciuszków również poszło w świat.
Od bye bye

Od bye bye

Od bye bye

Od bye bye

Od bye bye

Od bye bye

Od bye bye

niedziela, 19 czerwca 2011

14. Nowe szydełkowe wdzianka

Moja dziewczęta uzyskały nowe ciuszki :-)
Jak zwykle za bardzo mi się podobają i do ludzi nie pójdą ;-)
Od fashion crochet

Od fashion crochet

Od fashion crochet

Od fashion crochet

Od fashion crochet

Od fashion crochet

Od fashion crochet

Teraz na warsztat poszły wee three friends - moje ciut mniejsze panienki też potrzebują odzieży. Reszta niech czeka ;-)

sobota, 7 maja 2011

13. Materiałowo-maszynowo

HAAAA!!!
Do trzech razy sztuka i... gdy po raz trzeci usiadłam do maszyny (po jakichś 20-tu latach przerwy), okazało się, że nie tak diabeł straszny ;-) - szczególnie gdy człowiek na nowo odkrywa wszelki pokrętła i suwadła na Łuczniku ;-)
Nie są to arcydzieła, ale zawsze coś ;-)
I po raz kolejny nie rozumiem czemu ciuszek z fragmentów wykroju na żakiet dla barbie lepiej prezentuje się na tonerce ;-D

poniedziałek, 2 maja 2011

12. Lalkowe rozstania

Z powodu znacznych braków gotówkowych jestem zmuszona rozstać się z kilkoma lalkami, które pewnie kiedyś znalazłyby swoje miejsce na półkach a tak...
Od Aukcje

Od Aukcje

Od Aukcje

Od Aukcje

Od Aukcje

Od Aukcje

Od Aukcje

Od Aukcje

Od Aukcje

11. Szydełkowo i drutowo

Wygrzebałam takie coś wydziergane ponad rok temu:







Gdyby nie nagła potrzeba zdobycia gotówki, najchętniej wcale bym się tej zielono-różowej nie pozbywała :-(

czwartek, 17 marca 2011

10. Spotkanie lalkowe

5 marca spotkaliśmy się u IHime :-)
Trafiłam bez problemu, Stella również. Dotarła Kaya (na jej barbiową stronę trafiłam jeszcze na studiach, kiedy latałam do BUŁy pod pretekstem szukania wiadomości w internecie na studia a zamiast tego zapisywałam sobie całe dyskietki html'ami ze strony Kayi), a krótko potem Sparkle21, który... pobłądził :-) Na koniec dotarła Balantyna z mężem i wnuczką :-)

W międzyczasie pojawił się na chwilę mąż IHime, który gdy zobaczył co się dzieje, bardzo szybko się ulotnił :-)

piątek, 4 marca 2011

9. Starocie...

Przeglądając stare płyty natknęłam się na zdjęcia czapek, sukienek, kostiumów, które wydziergałam kiedyś tam. Wszystkie pliki na płycie są z lutego 2007, więc ubranka musiały powstać jeszcze wcześniej. Zdjęcia marnej jakości, ale zawsze coś widać :-)
















Sukienka turkusowo-różowa w paseczki powstała tak jakoś z nudów. Okazało się, że materia nie jest w stanie objąć Barbie, więc dosztukowałam i wyszedł wyjątkowy tył :-) Później, gdy przeglądałam jakąś szydełkową książkę, dowiedziałam się, że ścieg, który powstał z moich nudów jest ściegiem tunezyjskim :-)