Zawsze fascynowały mnie lalki Barbie. Póki nie miałam własnej lalki tego typu - obszywałam lalki koleżanek. Często dostawałam burę za to od mamy, ale 10-11-letnie dziecko, jakim kiedyś byłam nie wpadło na to, że kawałek materiału należy sobie odciąć z brzegu [dość często zdarzało się, że mama sięgała po materiał celem uszycia sobie bluzki, a tu... wielka wycięta dziura po środku kuponu materiału!!!]
Swoją lalkę - Fleur - dostałam w 6-tej klasie podstawówki i kosztowała nas w Pewexie całe 6 $. Co nie zmieniło wcale faktu, że nadal chodziłam do tych sklepów oglądać lalki i ubranka, żeby potem kombinować co tu uszyć mojej lalce. Wtedy poraz pierwszy usiadłam do maszyny i... całkiem nieźle mi szło ;-) Później z racji wieku (mojego) i uszkodzeń (lalki), Fleur została schowana do pudełka po butach. W roku 96, gdy siostra osiągnęła wiek lat 4, lalka została uwolniona i przybyły jej towarzyszki życia pod postacią kilku lalek Barbie i Steffi i... znowu wróciłam do obszywania lalek. Tym razem ręcznie, gdyż od liceum mam szlaban na maszynę do szycia, gdyż wg mojej mamy, gdy się do niej zbliżam, łamią się igły, nitka pętelkuje, pedał przestaje nagle działać... W ten sposób nauczyłam się dobrze i mocno szyć ręcznie. Wróciłam również do szydełkowania i dziergania na drutach. Siostra z lalkami miała przy mnie raj ;-)
Ponieważ nie potrafię przejść spokojnie koło kawałka ciekawego czy ładnego materiału, a tym bardziej koło kłębka ciekawej kolorystycznie bądź fakturowo włóczki... siostra z lalek wyrosła, a ja dalej dziergam czy obszywam, ale teraz już lalki córek koleżanek, które są pierwszymi recenzentkami nowych ciuszków i od nich zależy czy takich ciuszków będzie więcej ;-) Lalek mam niezawiele, bo może z 10 (ale tylko 3 kupione przez siebie dla siebie, gdyż potrzebowałam "modelek produkcyjnych) i czasem zdaża się, że dziedziczę jakąś laleczkę. Moja "połówka" długo nie mogła się przyzwyczaić do gołych lalek na biurku ;-) Kiedy szukałam pomysłów na ciuszki, okazało się, że nie ja jedna będąc w... wieku produkcyjnym nadal kombinuję jak tu odziać lalkę ;-) I kiedyś przypadkiem gdzieś przeczytałam o lalkowym forum :-)
Planowałam posprzedawać to co uszyłam czy wydziergałam, ale... tyle znajomych dziewczynek weszło w wiek lalkowy, a że każdy ze znajomych wie, że mam barbiczkowe hobby, więc zdarza się, że jak tylko odetnę nitkę, ciuszek idzie do nowych właścicielek. Nie żeby było mi smutno z tego powodu, ale... rozdawnictwo czasem "daje po kieszeni" ;-)
Moja Fleur wygląda... jakby weszła na minę przeciwpancerną :-( Nie potrafię jej wyrzucić. I nigdy tego nie zrobię :-) Była pierwsza i... zawsze zostanie tą "naj".
Kilka dni temu stanęłam przed dylematem Shelly czy myscene i... Shelly wygrała. Do 4 maja pustki na koncie i w portfelu :-(
Notorycznie narzekam na brak czasu. Dzierganie, szydełkowanie idzie tak szybko... ale potem trzeba znaleźć igłę i wszystko pozszywać. Nazbierało mi się kilkanaście igieł do włóczki tylko... mam za dużo kordonków i włóczek i... nic nie mogę znaleźć :-( Jak zawsze :-( I jeszcze kot nie daje sobie wytłumaczyć, że to kolorowe nie należy do niego tylko do lalki... Przynajmniej już się nie pakuje lalkom na kolana ;-) Ja bardzo pprzepraszam za gadulstwo, ja... inaczej nie potrafię, a na żywo jest jeszcze gorzej :-(
Swoją lalkę - Fleur - dostałam w 6-tej klasie podstawówki i kosztowała nas w Pewexie całe 6 $. Co nie zmieniło wcale faktu, że nadal chodziłam do tych sklepów oglądać lalki i ubranka, żeby potem kombinować co tu uszyć mojej lalce. Wtedy poraz pierwszy usiadłam do maszyny i... całkiem nieźle mi szło ;-) Później z racji wieku (mojego) i uszkodzeń (lalki), Fleur została schowana do pudełka po butach. W roku 96, gdy siostra osiągnęła wiek lat 4, lalka została uwolniona i przybyły jej towarzyszki życia pod postacią kilku lalek Barbie i Steffi i... znowu wróciłam do obszywania lalek. Tym razem ręcznie, gdyż od liceum mam szlaban na maszynę do szycia, gdyż wg mojej mamy, gdy się do niej zbliżam, łamią się igły, nitka pętelkuje, pedał przestaje nagle działać... W ten sposób nauczyłam się dobrze i mocno szyć ręcznie. Wróciłam również do szydełkowania i dziergania na drutach. Siostra z lalkami miała przy mnie raj ;-)
Ponieważ nie potrafię przejść spokojnie koło kawałka ciekawego czy ładnego materiału, a tym bardziej koło kłębka ciekawej kolorystycznie bądź fakturowo włóczki... siostra z lalek wyrosła, a ja dalej dziergam czy obszywam, ale teraz już lalki córek koleżanek, które są pierwszymi recenzentkami nowych ciuszków i od nich zależy czy takich ciuszków będzie więcej ;-) Lalek mam niezawiele, bo może z 10 (ale tylko 3 kupione przez siebie dla siebie, gdyż potrzebowałam "modelek produkcyjnych) i czasem zdaża się, że dziedziczę jakąś laleczkę. Moja "połówka" długo nie mogła się przyzwyczaić do gołych lalek na biurku ;-) Kiedy szukałam pomysłów na ciuszki, okazało się, że nie ja jedna będąc w... wieku produkcyjnym nadal kombinuję jak tu odziać lalkę ;-) I kiedyś przypadkiem gdzieś przeczytałam o lalkowym forum :-)
Planowałam posprzedawać to co uszyłam czy wydziergałam, ale... tyle znajomych dziewczynek weszło w wiek lalkowy, a że każdy ze znajomych wie, że mam barbiczkowe hobby, więc zdarza się, że jak tylko odetnę nitkę, ciuszek idzie do nowych właścicielek. Nie żeby było mi smutno z tego powodu, ale... rozdawnictwo czasem "daje po kieszeni" ;-)
Moja Fleur wygląda... jakby weszła na minę przeciwpancerną :-( Nie potrafię jej wyrzucić. I nigdy tego nie zrobię :-) Była pierwsza i... zawsze zostanie tą "naj".
Kilka dni temu stanęłam przed dylematem Shelly czy myscene i... Shelly wygrała. Do 4 maja pustki na koncie i w portfelu :-(
Notorycznie narzekam na brak czasu. Dzierganie, szydełkowanie idzie tak szybko... ale potem trzeba znaleźć igłę i wszystko pozszywać. Nazbierało mi się kilkanaście igieł do włóczki tylko... mam za dużo kordonków i włóczek i... nic nie mogę znaleźć :-( Jak zawsze :-( I jeszcze kot nie daje sobie wytłumaczyć, że to kolorowe nie należy do niego tylko do lalki... Przynajmniej już się nie pakuje lalkom na kolana ;-) Ja bardzo pprzepraszam za gadulstwo, ja... inaczej nie potrafię, a na żywo jest jeszcze gorzej :-(
a ja nigdy barbie nie miałam, do pevexu wstydziłam sie chodzić, matko co to były za czasy !!!!!!!!!!! :):)
OdpowiedzUsuńAle się uśmiałam: szlaban na maszynę !!!!!!!!!!:):):)
pozdrawiam serdecznie i będe tu częściej wpadać